REKLAMA

Kiedyś było jakoś fajniej. Czytaj felieton Ariela Stawskiego

17:09, 28.11.2017 | K.N
REKLAMA
Skomentuj
Fot. FB - Kiedyś było jakoś fajniej

Bynajmniej, to nie pseudofilozoficzne myślenie a fanpage, który swojego czasu odkryłem na Facebooku. Jego twórcy wyszukują smaczki z lat minionych które sprawiają, że niejednej osobie łezka się w oku zakręci. I u mnie było podobnie bo odpaliłem sobie filmik pokazujący atrakcje rodem z lat 90-tych. Ktoś powie „phi!”. Inny „też mi coś!”. A ja rzucę się w wir wspomnień jak to „za dzieciaka” bywało...
Jako, że od samego początku mieszkam na Mariankach przy targowisku, od razu przypomina mi się stary Wimar, który znajdował się na samym początku pasażu. Zdecydowanie, mieli tam najlepsze wafelki kakaowe i murzynki w całym mieście! No i stoisko z zabawkami i artykułami papierniczymi w tle... Aprops zabawek, kupowało się figurki superbohaterów oraz pierwsze zestawy plastikowych żołnierzyków w stojącym nieopodal kiosku. Tam też szło się po kolejne wydania Wally'ego czy „Świat Wiedzy”. Z obowiązkowych, dziecięcych lektur była jeszcze „Ciuchcia”, dostarczana co miesiąc przez ciocię...
Wróćmy na targowisko. No bo sobotnie śniadanie nie mogło obyć się bez bagietek z Samu. A jak się trafiło, to były też rogale! Ach ten smak... podobnie jak kruche ciastka z wielkiego samochodu, który stawał na samym końcu targu. Pamiętacie go jeszcze? O ile dobrze pamiętam, sprzedawała tam pani w białym fartuchu i przezroczystym czepku na głowie. Nowości muzycznych nie wyszukiwało się na Youtube czy Spotify – szło się do pana handlującego kasetami. I jeszcze pan, który sprzedawał koszulki piłkarskie – obiekty westchnień podwórkowych graczy!
Pamiętacie jeszcze żółtą budkę, stojącą nieopodal Małego Blankusza? Tam chodziło się na frytki. Zlane keczupem, słone, szamane na ławkach. Albo w czasie wędkowania bo dawniej można było w Małym Blankuszu łowić na legalu ryby!
Co jakiś czas zdarzały się zupełnie niespodziewane akcje organizowane w okolicy naszego małego parku. Pamiętam, gdy pewnego razu przed świętami można było pośpiewać kolędy i piosenki świąteczne. I każdy wygrywał kredki! Albo to nerwowe wyczekiwanie na orkiestrę, która w ramach festiwalu zacznie „u nas” grać. Oj, podziwiało się te wdzięki mażoretek i „egzotyczne” autokary. I to wszystko przy konsumowaniu oranżady, kupowanej za 50 groszy „u Ewy”.
A zimą? Zimą Blankusz zmieniał się w wielkie lodowisko i górkę do zjeżdżania na sankach. Ci odważniejsi chodzili na tyły Szkoły Podstawowej nr 8. A jak zazdrościło się tym, którzy pojechali w kuligu (czytaj na sankach przyczepionych do traktora).
Swoją drogą, co zbiera się w „dzisiejszych” czasach? U nas królowały tazosy z wizerunkami pokemonów i postaci z Gwiezdnych Wojen (to nerwowe wyszukiwanie ostatniego żetonu z legendarnym logo SW...). Kolekcjonowało się też zabawki z kinder niespodzianek, budowało ogromne stadiony z Lego i ustawiało na półce kolejne modele burago.
Za dzieciaka zaczynała się u wielu miłość do gier i zdobyczy rozrywek elektroniczncych. Kto miał Amigę? Pamiętacie Indianę Jones'a nagranego na dziesięcu dyskietkach? Gwoli wytłumaczenia: przesuwało się kawałek naszą postać, a na ekranie pojawiał się komunikat z poleceniem „włóż dyskietkę nr ...”. Pal licho, gdy ktoś miał porządek w grach. Nieco gorzej z osobami przeglądającymi nerwowo wielkie pudła w poszukiwaniu odpowiedniego dysku... Były jeszcze legendarne „Cannon Foder” albo „Desert Strike”, w którym latało się helikopterem i zestrzeliwało złoczyńców. Takie gry miały swój ogromny walor edukacyjny: o tym, że „fuel” to paliwo wiedziałem już bardzo wcześnie (niestety, wiązało się to z tym, że mój helikopter rozbił się przed samym końcem misji, bo zabrakło mu napędu...). Oczywiście, nie samymi komputerami człowiek żył. Grało się w piłkę (oj, te wielkie mecze rozgrywane z „dorosłymi”), ścigało na rowerach i robiło wypady na sąsiednie podwórka, bo tam przecież stały lepsze drabinki.
A Wy? Co wspominacie? Albo co będziecie wspominać?

(K.N)

zodiakalny rak, na co dzień wodnik, w wolnych chwilach krzyczy do mikrofonu. Zapalony użytkownik Xboxa i wielbiciel Carbonary

Ariel Stawski
REKLAMA

Komentarze (5)

ZgredzioZgredzio

13 1

Starość to czy tylko jesienna melancholia? Ale bez obaw, patrząc na dzisiejsze sejmowe debaty mamy jak w banku, że wróci ?nowe?, brrr... 19:08, 28.11.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

MartinezMartinez

3 0

Samochody były od Bburago. Tak to się pisze do dziś. Tazosów z GW miałem dwa pełne zestawy. Amiga od 500 przez 600 do 1200 z CD. I Pewex - to było wielkie WOW. 17:55, 29.11.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

WojtekWojtek

3 0

Co takie mlodziki moga wiedzieć o zjezdzaniu na sankach? Śp. tor saneczkowy przy SP 1 - to byl wypas, zwlaszcza gdy juz wyslizgany do stadium zlodowacenia, zaliczany byl na butach, bez sanek :( 23:23, 29.11.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

queastqueast

0 0

A kto pamięta takie cudo jak wioska indiańskie na małym blank uszu i wiatraki?
07:39, 03.12.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

BartoszBartosz

3 0

Pamiętacie potańcówki przy zamku?
Pamięta moja Babcia. 08:46, 03.12.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© swiecie24.pl | Prawa zastrzeżone | 2017