Skąd się wziął pomysł wyjazdu do Zambii? Jacy są tam ludzie i kultura? O wyjątkowym wyjeździe opowiada ks. Przemysław Szulc, dyrektor Szkół Katolickich w Świeciu.
Dwa szpitale i trzy hipermarkety
Zambia leży w południowej Afryce. Największym miastem jest Lusaka, pełniąca funkcję stolicy tego kraju. Główną rzeką, ustalającą naturalną granicę pomiędzy Zambią i Namibią, Botswaną i Zimbabwe jest Zambezi.
Pomysł na wyjazd zrodził się z zaproszenia znajomego duchownego. - Razem studiowaliśmy – opowiada ks. Przemysław Szulc, dyrektor Szkół Katolickich w Świeciu. Choć przygotowania do takiego wyjazdu trwały długo, warto było wyruszyć do Zambii. – W sumie, załatwianie wszystkich spraw zajęło rok. Trzeba było przejść przez masę szczepionek, a także brać tabletki na malarię – wymienia. Oprócz tego ksiądz zorganizował zbiórkę rzeczy by wspomóc szkołę katolicką, którą prowadzi jego kolega. - W Zambii oświata dzieli się na szkoły rządowe, czyli płatne i społeczne, zakładane głównie przez kościół katolicki albo zgromadzenia ludowe dla biedniejszych dzieci. Co ciekawe każda szkoła ma swój strój. Kiedy dziecko idzie ulicą od razu wiadomo do jakiej placówki przynależy – mówi ksiądz Przemysław. System nauczania dzieli się na klasy od pierwszej do dwunastej. Całość kończy się maturą. - Poziom nauczania w Zambii jest dosyć niski, bo nawet aż do ośmiu albo dwunastu klas uczy jeden nauczyciel. To biedny kraj, a jego stolica ma zaledwie ponad sto lat. W samej Lusace żyje około 2 miliona ludzi, a są tam tylko dwa szpitale. Pomimo tego cywilizacja rozwija się bardzo szybko. W Lusace mieszczą się już 3 centra handlowe. Ruch na drodze jest lewostronny, gdyż była to kiedyś kolonia angielska – wyjaśnia dyrektor.
Cola mimo wszystko!
Poznajmy teraz Zambię z innej strony. - Miałem okazję być w buszu. Lodówki pracują tam na solary albo silniki diesla. Ludzie mieszkają w lepiankach z trzcinowymi dachami, a dokładniej tylko śpią, bo całe ich życie za dnia odbywa się wokół domu – wspomina ksiądz. Trzy tygodnie spędzone w Zambii nie miały tylko i wyłącznie charakteru duszpasterskiego. Znalazł się czas na odwiedzenie safari oraz najstarszego parku narodowego Botswany – Chobe z hipopotamami, zebrami, żyrafami, słoniami i krokodylami.- Odbyłem wyprawę łódką przez Zambezi. Sama dzicz. Widziałem kobietę, która prała ubrania w tej rzece, obok kąpał się jej syn, a kawałek dalej płynął krokodyl – opowiada ks. Szulc. Niezapomnianym widokiem dla księdza był wodospad Wiktorii – ogromny, rozciągający się na szerokość prawie dwóch kilometrów - Nie zapomnę nigdy unoszącej się nad nim mgły – zaznacza. Dyrektora szkół katolickich najbardziej zdziwiły stragany pełne pomidorów oraz narodowy napój Zambijczyków, którym była … Coca Cola. Z uśmiechem wspomina sytuację w której zabrakło wody w sklepie. – Ale Cola była – śmieje się.
Chcesz żonę? Zapłać za nią!
Tubylcy to niesamowicie otwarci i czerpali radość z życia - Ich wiara jest bardzo silna – zaznacza ksiądz. - Msze odprawiane są w kilku językach: angielskim, czyli urzędowym oraz plemiennych, których ciężko się nauczyć. Istnieje tam wiele wspólnot religijnych. Na jednej ulicy stoją kościoły kilku wyznań jeden przy drugim – dodaje. W Zambii jest wielu farmerów. Głównie uprawiają pszenicę i kukurydzę, choć zdarzają się wyjątki. - Miałem okazję być na plantacji róż. Wyprodukowanie jednej róży kosztuje tam około 16 groszy. Później lecą samolotem aż do Holandii – opowiada Przemysław Szulc. Łatwo nie mają też chętni do „zaobrączkowania”. - Chcąc znaleźć sobie żonę należy liczyć się z zebraniem środków finansowych, gdyż trzeba zapłacić. Cena wzrasta jeśli kobieta ma wyższe wykształcenie, ma pracę lub jest dziewicą. Cena kupna żony waha się tam w przedziale 5.000 do 20.000 kwach (od 2500 do 10000 złotych). - Kobiety w Zambii wykonują wszystkie obowiązki domowe , noszą też ogromne ciężary. Widziałem jedną z koszem pełnym owoców na głowie . Na plecach niosła małe dziecko, prowadząc jeszcze dwoje obok siebie za ręce – relacjonuje - Rola mężczyzn polega tam głównie na bronieniu własnych żon. W końcu przeznaczyli na nie niemałą sumę pieniędzy… - śmieje się ksiądz. Najkrótsza ocena tej wyprawy? – Po prostu przygoda życia – podsumowuje Przemysław Szulc.
PATRYCJA MARCHEWKA, stażystka
0 0
super przygoda, nauka..
0 0
A kto za to zaplacil ? Taca.......
0 0
Co na to Ebola???.... :-(
0 0
Księże Dyrektorze :) Od dziecka nie mogłeś usiedzieć w miejscu i zawsze byłeś blisko zwykłych ludzi i ich problemów. Nie zmieniaj się. :)
0 0
Cel namierzony. Ebola w Świeciu -.^
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu swiecie24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz