Pełna sala na koncertach i śpiewanie przy gitarach jak za dawnych lat ? tak można podsumować Wakacyjne Ostatki Turystyczne.
Zmieniająca się w ostatnich latach formuła Nocnego Śpiewania sprawiła, że z jednej strony impreza nie stoi w miejscu i oferuje świecianom nowe rzeczy. Z drugiej zaś, że powstała spora grupa fanów poezji śpiewanej, niezadowolonych ze zmian, zarzucających wręcz, że zginął klimat dawnych Śpiewanek.
Na tej bazie powstał pomysł zorganizowania imprezy muzycznej przywołującej dawne klimaty. Podjął się tego Ariel Stawski, który w imieniu OKSiRu (organizatora imprezy) zaprosił na Wakacyjne Ostatki Turystyczne dwie gwiazdy. Zyskującego coraz większą popularność Andrzeja Koryckiego z Dominiką Żukowską oraz Leonarda Luthra z zespołem Własny Port.
Sala lustrzana OKSiR, nosząca od niedawna miano Kameralnej Przestrzeni Widowiskowej, szybko wypełniła się w sobotni wieczór po brzegi. Bilety na Ostatki tak szybko się rozeszły, że organizatorzy zdecydowali się dodrukować biletów. Część osób przyniosła ze sobą śpiwory, karimaty, poduszki i na nich rozsiadła się w pobliżu sceny. Drugą część sali zajmowały krzesła.
Pierwszy wykonawca błyskawicznie nawiązał kontakt z publicznością, wciągając słuchaczy do wspólnego śpiewania, nawet fragmentów nieznanych wcześniej utworów. Publika od razu zaangażowała się na całego. Było to o tyle łatwiejsze, że na koncert Koryckiego przyjechała spora grupa jego fanów z okolicznych miast.
Drugi koncert miał zupełnie inny charakter. Luther próbował łapać kontakt z widownią, ale robił to na swój sposób. W porównaniu do poprzedniego wykonawcy – może wypadł słabiej. Nie musiał jednak nikogo namawiać do wspólnego śpiewania wieloletnich hitów Nocnego Śpiewania, piosenek niesionych przez góry, śpiewanych przy ogniskach, po domach…
Muzykom nie spieszyło się do domów. Oba koncerty trwały po dwie godziny.
Po koncertach i po przerwie grono najbardziej zagorzałych fanów śpiewankowych klimatów rozsiadło się wokół gitarzystów i zaczęło się wspólne śpiewanie. Potrwało do wpół do czwartej nad ranem. – Po frekwencji i po reakcjach publiczności widać, że Ostatki były dobrym pomysłem – mówi Ariel Stawski. Impreza planowana jest już na przyszły rok. Pierwotnie miała zostać przeniesiona na zamek, żeby jeszcze bardziej nawiązać do przeszłości, ale zapadła decyzja o pozostawieniu jej w lustrzanej. – Bo to ludzie tworzą klimat, a nie rodzaj sali - dodaje Stawski.
Może to i dobra lokalizacja, ale na pewno nie da się jej utrzymac na dłuższą jeśli OKSiR nie zadba o dopływ powietrza do Kameralnej Przestrzeni Widowiskowej. Sobotni koncert nie był pierwszym, w czasie którego gorąco doskwierało słuchaczom, a pewnie i muzykom. Przypomnijmy, że dzień nie był upalny, a już pierwsze pół godziny obnażyło największą bolączkę tej sali koncertowej.
KRZYSZTOF NOWICKI
0 0
swietne,fajne dla samotnego ducha,dzieki Krzychu
0 0
W końcu Ktoś sięgnął po sprawdzone sposoby i tworzenie atmosfery dla takiej muzyki.