Wolontariat inaczej. Czy nie marzyliśmy kiedykolwiek o podróży w nieznane? Poznaliśmy kogoś, komu udało się takie marzenie zrealizować i to prawie za darmo.
Jedną z tych osób jest Petia Gurnoeva z Bułgarii, którą można było spotkać m.in. na stoisku Towarzystwa Miłośników Ziemi Świeckiej podczas Targowiska Świątecznego na Dużym Rynku. Co młodą mieszkankę Sofii przyciągnęło do naszego miasta? Praca? Sprawy osobiste? Wakacje? Nic z tych rzeczy. Petia jest wolontariuszką unijnego programu EVS (po polsku: Wolontariat Europejski). Mieszka na osiedlu Marianki, fotografuje, opowiada o Bułgarii, podróżuje po Polsce i pomaga w pracach Towarzystwa.
Świecka małomiasteczkowość
Celem projektu, w którym Petia bierze udział jest po prostu promowanie Świecia. Nie brzmi to zbyt pociągająco, szczególnie dla rodowitych świecian. Bułgarka działa w Towarzystwie Miłośników Ziemi Świeckiej. Gotowała, wespół z innymi członkami, bułgarskie i polskie specjały na Targowisku Świątecznym. Już niedługo będzie kręciła krótki film o Świeciu, zamierza również sfotografować codzienne życie jednej ze świeckich rodzin i pokazać je w ramach wystawy. Patrzy na nasze miasto przez obiektyw – i upublicznia swój punkt widzenia. Oprócz tego, promuje idee Wolontariatu Europejskiego poprzez liczne prezentacje w różnych instytucjach. Dlaczego zdecydowała się na taki projekt? Wolontariuszka lubi wychodzić do ludzi z inicjatywą, uwielbia rozmawiać, poszerzać horyzonty – wszystko w połączeniu z jej zamiłowaniem do sztuki. Promocja naszego miasta poprzez obraz idealnie wpasuje się w to, co Petia chce robić.
Czy ktokolwiek pomyślałby, że o naszej miejscowości można mówić w samych superlatywach? Czy ktokolwiek wpadłby na pomysł, że naszą „małomiasteczkowość” można przekuć w coś pięknego? Wolontariuszka z przekorą jednak odpowiada: lokalność jest fajna. Świecie jest fajne. Różnica między nim a bułgarską stolicą jest ogromna. Tutaj można złapać oddech, przebywać z ludźmi, nie spieszyć się. Zapytana o jej największą inspirację w Świeciu wskazuje przede wszystkim na mieszkańców – uwielbia patrzeć na to, co robią na co dzień i po prostu to fotografować. Szczególne miejsce? Park obok OKSiRu, choć Petia nie mówi dlaczego.
Czy sześciomiesięczny (listopad-kwiecień) pobyt tutaj jest dla niej wyzwaniem? W pewnym stopniu z pewnością. Jak sama jednak twierdzi, jest otoczona tutaj wspaniałymi ludźmi. Z rozbrajającą szczerością opowiada o momencie podjęcia decyzji o wyjeździe – odbyło się to w jej urodziny. Pokazała znajomym ofertę projektu – jeden z nich zapytał ją, czy zna kogokolwiek kto by tam chciał pojechać. Petia z uśmiechem wskazała jedną osobę – siebie. Już po miesiącu od zgłoszenia swej aplikacji zgłosił się świecki koordynator, obyty w sprawach EVS – Tomek Pasiek.
Ankara last minute
Tomek pełni dla Petii rolę opiekuna w Polsce. Sam wcześniej kilka razy był wolontariuszem w różnych krajach, więc zna te sprawy od podszewki. Widział szczury i wilgoć w mołdawskim mieszkaniu dla wolontariuszy, zmagał się z problemami finansowymi. Przed wyjazdami nawet nie spodziewał się, jak ciężko jest zgromadzić grupę ludzi wokół jednego zadania. Niekiedy z przykrością zauważał, że organizatorzy projektów stawiają sobie za cel uzyskanie dofinansowania, a nie realne korzyści wolontariatu.
Sam zresztą, tak samo jak Pietia, uczestniczył w EVS. Decyzja o półrocznym pobycie w Turcji podjęta została wręcz w szalony sposób. Na początku kryzysu ekonomicznego w 2008 roku Tomek stracił pracę w Anglii. Nie mogąc znaleźć nowej wpadł na pomysł wyjazdu w ramach Wolontariatu Europejskiego. Chciał trochę odbić się od tego, co robił do tej pory, zobaczyć świat. Kiedy został zakwalifikowany do prowadzenia kursu językowego w Ankarze, jak na złość dostał dobrą ofertę pracy w Anglii. Nie dał się jednak zatrzymać i nie żałuje.
Wyjazd do Turcji to była wspaniała, bardzo ciekawa przygoda. W projekcie prowadził kurs angielskiego dla dzieci z bogatych tureckich rodzin. Chciał robić coś więcej i sam z siebie, organizował zajęcia i zabawy dla ankarskich „dzieci ulicy”.
Poznał język w stopniu komunikatywnym, a otrzymywane unijne kieszonkowe przeznaczył na podróże. Autostopem przemierzył cały kraj razem z każdym sąsiądującym państwem – wliczając w to nawet Irak. Z uśmiechem na ustach wspomina perypetie wędrówek – szczególnie osobliwe kontakty z policją. Podczas łapania autostopu w Stambule (na środku autostrady i bez pieniędzy) zaczepił go jeden z funkcjonariuszy. Historia mogła skończyć się na komendzie. Turystę wrzucono do radiowozu i odwieziono na... dworzec autobusowy. Policjant zatrzymał jeden z autobusów jadących do Ankary i powiedział Polakowi, że to jego transport. Bez biletu i bez kontroli Tomek trafił do swojego apartamentu – uświadomił przy tym sobie, jaką turecka policja ma władzę.
Wakacje czy praca?
Trzeba jednak zaznaczyć – Wolontariat Europejski nie jest ani wakacjami, ani pracą zarobkową. Nie jest też dla wszystkich, a dla ludzi młodych (18-30 lat) – innych wymagań już nie ma. Przed potencjalnym wolontariuszem rozpościera się ocean możliwości. Kulturalne warsztaty na Łotwie? Opieka nad dziećmi i seniorami w Doniecku? A może opieka nad skansenem w Niemczech? Wyjazd niewiele kosztuje, osoba biorąca udział w projekcie pokrywa z własnej kieszeni tylko 10 % ceny podróży. Koszty zakwaterowania, jedzenie, kieszonkowe, ubezpieczenie – za to wszystko płacą organizatorzy przy wsparciu Komisji Europejskiej. W 2012 roku (program trwa od 2007) w EVS wzięło udział ponad 800 młodych ludzi z Polski uczestnicząc dokładnie w 157 projektach. Tendencja jest rosnąca – nowa edycja na lata 2014-2020 przewiduje przeznaczenie jeszcze większych środków na program. W zeszłym roku była to suma 3,5 mln złotych! Wolontariusze rozprzestrzeniają idee wymian europejskich dalej – byli już z nieodpłatnymi prezentacjami w świeckich ogólniakach, w OKSiRze. Planują prelekcje w Tucholi oraz Chełmnie – podkreślają, że są jedyną organizacją akredytowaną w obrębie 40 kilometrów. Najbliższy tego typu projekt znajduje się dopiero w Bydgoszczy.
Zysk z takiej podróży jest ogromny – Petia nazywa go „okazją do dorośnięcia i rozwoju”. Oboje z wolontariuszy zastrzegają, że trzeba „czuć, to co się robi” na takim wyjeździe, wycisnąć z niego co się da. Tomek przywiózł z Turcji cenne umiejętności, bagaż wspomnień i kupę zdjęć. Nie zawsze wprawdzie wszystko wygląda tak kolorowo – wspomina, jak ciężko czasami wygląda proces rekrutacji do organizacji. Część z nich przeprowadza żmudne „interview” z zainteresowanym aby poznać dokładnie jego osobowość i rozdzielić zadania. Projekty należy traktować z dużą odpowiedzialnością, inicjatywy uczestników często są blokowane przez brak funduszy. Podkreśla się przy tym cały urok takich wyjazdów – ograniczeniem jest tylko wyobraźnia. Jeśli człowiek wie po co tam jedzie i nie zamierza tego „przebimbać” to możliwości są ogromne. Samo poznanie obcego kraju i kultury jest cennym doświadczeniem – Bułgarka mówi o tym, jakie wrażenie na niej wywarły galerie i muzea w Warszawie, z rozrzewieniem wspomina sopockie molo. Jej pobyt w Świeciu to również doskonałe przeżycie dla mieszkańców naszego miasta - niewielu z nas postrzega swe miejsce zamieszkania jako wyjątkowe. Petia opowiada o jego osobliwości w prosty i świeży sposób, nie siląc się na wazeliniarstwo. Mówi, co czuje - i co jest prawdą.
Gdzie zasięgnąć języka?
- ul. Kopernika 2 – biuro Towarzystwa Miłośników Ziemi Świeckiej
- www.evs.org.pl – główna strona przybliżająca projekt w jasny sposób
- mlodziez.org.pl – zawiera charakterystykę wszystkich unijnych programów dla młodzieży, nie tylko EVS
- ogloszenia.ngo.pl – w zakładce „Wolontariat” pojawiają się oferty organizacji należących do EVS
- facebook.com/ESRSociety – anglojęzyczny fanpage Towarzystwa Miłośników Ziemi Świeckiej.
FILIP RUDNIK
Święta w Bułgarii
Poprosiliśmy Petię, aby krótko opisała nam bożonarodzeniowe obyczaje w rodzimej Bułgarii.
ŚWIECIE24 FILIP RUDNIK: Co jest najistotniejsze podczas Bożego Narodzeniu w Bułgarii? Czy atmosfera różni się od tej polskiej?
PETIA GURNOEVA: - Nie – tak jak i tutaj, tak i w Bułgarii, najważniejszą rzeczą podczas świąt jest obecność rodziny. Szczególnie daje się to we znaki teraz, kiedy jestem z dala od domu. Jest to dla mnie ciężkie, są to pierwsze święta które spędzę bez bliskich. Na szczęście – na Wigilię zostałam zaproszona do moich przyjaciół z Polski.
Czy święta w Bułgarii są obchodzone hucznie? Może ważniejszym dla Bułgara dniem jest, na przykład, Wielkanoc?
- Święta wielkanocne są ważne, to prawda – nie jest jednak tak, że są one ważniejsze od Bożego Narodzenia. Oba okresy są świętowane na swój sposób.
Czego sobie życzysz na święta? Może już coś dostałaś od Świętego Mikołaja?
- Przede wszystkim zdrowia – kiedy tego brakuje, wszystko inne staje się nieważne. Będąc zdrowym można zrealizować wszystko. W czasie świąt w Polsce jestem częstowana tutejszymi potrawami – szczególnie polubiłam bigos.
0 0
muciiii super si lipsvashh... :*