Wiktor Gajda ze Świecia zdobył tytuł mistrza Polski we...wbijaniu gwoździa. Okazuje się, że ta dyscyplina cieszy się coraz większą popularnością.
Mistrzostwa Polski we Wbijaniu Gwoździ. Sama nazwa wzbudza zainteresowanie.
Zanim zaczniemy rozmowę chciałbym, aby Pani i czytelnicy poczuli trochę klimat całego przedsięwzięcia. Proszę przypomnieć sobie kilka STARYCH westernów. Upał, tumany kurzu, wiązy dla koni przed wejściem do domu, gwar trzody w zagrodzie i wreszcie wypalone słońcem twarze mężczyzn ukryte w cieniu kapeluszy i kobiety dzielnie znoszące trudy codzienności…
Jaki to ma związek z mistrzostwami Polski ?
Otóż, o dziwo ma i to całkiem spory. Jest w naszym kraju taki bar, w którym można znaleźć to wszystko – Bar Country w Żelistrzewie k. Pucka. To właśnie tam na przełomie lipca i sierpnia odbywają się owe zawody. Jest to miejsce bardzo specyficzne bo autentyczne, co nie ułatwia funkcjonowania w dzisiejszych „plastikowych ” czasach. Od 1993 roku goszczą tam pasjonaci Dzikiego Zachodu - jeźdźcy z okolicznych (i nie tylko) stadnin konnych szukający wytchnienia na szlaku, „harlejowcy” jeżdżący solo i w grupach, muzycy rockowi i bluesowi… Cały ten nietypowy anturaż sprawia że jest to idealne miejsce do prowadzenia bardzo nietypowych, acz klimatycznych zawodów.
Na czym polega konkurs ?
Zabawa – ponieważ takie jest założenie całej imprezy, polega na tym, że do pieńka brzozowego o wysokości 60 centymetrów i średnicy minimum 30 centymetrów podchodzi czterech lub pięciu zawodników. Każdy z nich otrzymuje od sędziego ośmiocalowy gwóźdź. Do każdego pieńka przypisany jest jeden 600-gramowy młotek ciesielski. Zawodnik ma za zadanie utwierdzić gwóźdź trzymając go w jednej ręce, drugą uderzając go „z powietrza” młotkiem (bez wcześniejszego opierania obucha o łepek gwoździa jak ma to często miejsce przy zwykłym przybijaniu desek) po czym przekazuje młotek kolejnemu graczowi. Tak gramy aż do momentu, kiedy łeb gwoździa zostanie wbity na tyle głęboko aby sędzia nie mógł zahaczyć go paznokciem. Proste ? Pozornie…
Na czym polegają eliminacje do finału?
Do kolejnego etapu przechodzą dwaj najlepsi zawodnicy przy danym pieńku. Zazwyczaj eliminacje odbywają się w kilku turach na kilku pieńkach jednocześnie ze względu na sporą ilość startujących. Ilość tur jest ustalana tak aby w półfinale startowało 16 zawodników przy 4 pieńkach, z których tylko najlepszy gracz przechodzi do rundy finałowej – 1 pień, 4 wbijających. Zdecydowanie chcąc walczyć o miejsce na podium trzeba poświęcić ponad pół dnia, ponieważ liczba startujących oscyluje często w granicach 100 osób (we wszystkich kategoriach – młodzież, kobiety, mężczyźni). Jednak czas bardzo szybko mija ponieważ emocje w przerwach rozładowują parady kowboi oraz występy zespołów około rockowych. Jako ciekawostkę dodam, że właśnie z Baru Country w Żelistrzewie wywodzi się jeden z uczestników zeszłorocznej edycji The Voice of Poland – Robert Zelewski i przeważnie daje czadu ze swoim zespołem na scenie.
Wspomniał pan że w zawodach biorą udział kobiety. Jak sobie dają radę z tym, uważanym za typowo męskie zajęciem ?
To właśnie jest piękne w tej zabawie. Kobiety w doskonały sposób przełamują tam stereotypy. Co prawda wbijają gwoździe o cal krótsze niż panowie ale myślę że z niejednym mogły by stanąć w konkury. Mimo, że słabsze to dużo bardziej skuteczne. Panów z czasem ponoszą emocje i zaczynają uderzać z coraz większą siłą, często pudłując. Panie za to wykazują się niezmiernym opanowaniem i dużą celnością przez co różnice między nimi w finale są minimalne.
Skąd wziął się pomysł aby wziąć udział w takich zawodach? Czy może to jakaś tradycja rodzinna?
Owszem, rodzinna. Wracając z wakacji ze znajomymi w 2004 roku postanowiliśmy odwiedzić ów bar, którego założycielem jest kolega taty jeszcze z czasów szkolnych. Nie mieliśmy pojęcia o tej imprezie bo dawno nas tam nie było. Na miejscu okazało się że właśnie trwają eliminacje i można jeszcze dołączyć. Były wakacje, pogoda i nastroje dopisywały a zabawa wyglądała ciekawie. Miało być po jednym gwoździu i do domu. Okazało się że tata przechodził etap za etapem pokonując nawet lokalnych cieśli. Wszystko skończyło się o 1.00 w nocy kiedy to w finale Mariusz Gajda ze Świecia został v-ce mistrzem Polski w IV ogólnopolskich, otwartych mistrzostwach we wbijaniu gwoździ. Miałem wtedy 14 lat i nigdy nie zapomnę jaki byłem dumny z taty. Mimo że z przymrużeniem oka to jednak wicemistrzostwo. Od tamtej pory, będąc w pobliżu częściej zaglądaliśmy do Baru Country i zawsze kogoś ze sobą zabieraliśmy aby podzielić się tą atmosferą, pokazać i zaciekawić.
Czy zawsze udawało się panu dojść tak daleko ?
Tak naprawdę ten artykuł powinien być o moim tacie. Poza II miejscem w 2004 roku ma na swoim koncie jeszcze 3 RAZY POD RZĄD tytuł mistrzowski. Później nawet moja mama zdobyła Srebrny Gwóźdź. Mi dopiero po 10 latach od pierwszej naszej wizyty udało się wygrać Złoty Gwóźdź. Chciałbym tu podkreślić, że najsmaczniejsze w tym zwycięstwie nie jest pokonanie pozostałych, o wiele silniejszych zawodników ani tym bardziej własnego ojca ale przełamanie fatalnego załamania z zeszłego roku. Miałem wtedy dobry dzień i czułem się pewnie, prawie bez pudła wszedłem do finału i dostałem solidną lekcję pokory. W finale nie trafiłem ani razu… W tym roku sytuacja o mały włos by się powtórzyła bo to właśnie w finale pierwszy raz spudłowałem na dodatek raniąc się młotkiem w lewy nadgarstek i mimo straconej kolejki ostatecznie wyprzedziłem konkurentów.
Czy co roku zdarzają się rozlewy krwi na tych zawodach ?
Organizatorzy zawsze dbają o bezpieczeństwo widzów i przed każdą rozgrywką przypominają podstawowe zasady zawodnikom jednak im dalej tym emocje stają się większe. Zawodnikom często pocą się ręce i młotek może się wyślizgnąć (raz poleciał w stronę publiczności – obyło się bez obrażeń) . Należy też mocno uważać przy utwierdzaniu gwoździa aby przy kolejnym uderzeniu nie bić zbyt mocno ponieważ jeśli się źle trafi może on odskoczyć w dowolnym kierunku.
Czy trenuje pan jakoś w domu przed dniem ostatecznych rozgrywek?
Wbijanie gwoździ tak nam się spodobało że wręcz szukamy okazji do zabawy. Wbijamy z przyjaciółmi przy grillu, bierzemy ze sobą pieniek na wyjazdy promując przy okazji tą rozrywkę oraz wykorzystujemy przy pracy organizując integracje firmowe i festyny a czasem po prostu zapraszamy klientów „do pieńka” dla zacieśnienia relacji. Przy wejściu do naszego biura zawsze jest pod ręką pieniek i kilka gwoździ.
Gdyby ktoś chciał zacząć uczestniczyć w takich zawodach, to można prosić o jakieś rady ?
Jak w każdej dyscyplinie – najważniejsze to nie lekceważyć przeciwnika. Tutaj przeciwnikiem jest też sam gwóźdź, który potrafi się nieodwracalnie wygiąć, gdy uderzymy zbyt pewnie. Zabrzmi to może absurdalnie ale ważne jest też opracowanie indywidualnej wygodnej pozycji. Przydaje się też celność i odrobina szczęścia.
rozmawiała PATRYCJA MARCHEWKA, stażystka
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu swiecie24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz