Rafał Pilarski: Stało się, jak się stało. Podjąłem taką decyzję i wierzę, że stanowisko przejmie osoba odpowiedzialna. Zapewne zaskoczyłem wszystkich, ale zadecydowały kwestie zdrowotne. Kłopoty ze zdrowiem sprawiły, że musiałem postawić sprawę jasno: zdrowie jest najważniejsze.
— Tak, około trzech lat – dokładnie dwa lata i dziewięć miesięcy. Można więc powiedzieć, że odchodzę niemal dokładnie na półmetku kadencji.
— Początek był dla mnie najtrudniejszy, bo wszedłem w zupełnie nowy świat, którego wcześniej nie znałem od środka. Najwspanialsza okazała się jednak załoga urzędu. Od samego początku budowaliśmy świetną atmosferę. Mówiłem im wprost: „Muszę pytać, bo wielu rzeczy po prostu nie wiem”. Oni odpowiadali: „Wójcie, pytaj o wszystko”. Nigdy nie zostawili mnie bez pomocy. Czuję ogromną wdzięczność. Kilka dni temu, gdy składałem rezygnację, podziękowałem im za to ciepło i współpracę.
Jeśli chodzi o konkretne sukcesy – choć to zasługa wspólnej pracy, a nie tylko moja – to na pewno takim „małym-wielkim” sukcesem było obniżenie rachunków za śmieci dla mieszkańców o 3 złote i utrzymanie tej stawki w kolejnym roku.
— Rozmową i odrobiną rynkowego szczęścia. Do przetargu stanęły dwie firmy, pojawiła się konkurencja. Rozmawiałem osobiście z prezesem firmy, która dotychczas nas obsługiwała, pytając o możliwości. Dzięki konkurencji przetarg udało się rozstrzygnąć w niższej kwocie.
— Początki były trudne, bywało różnie. Jednak zaraz po zaprzysiężeniu powiedziałem im, że zgoda buduje. Jeśli są problemy – zapraszam do gabinetu, rozmawiajmy. Nie uprawiałem żadnej polityki. Nigdy nie pytałem nikogo, z jakiej jest opcji, tylko czy możemy porozmawiać merytorycznie. Dla mnie liczyło się jedno: zrobić coś dla mieszkańców. Miałem już wcześniej doświadczenie jako sołtys i radny, ale funkcja wójta to zupełnie inna skala. Wymaga ogromnego zaangażowania, cierpliwości i wytrwałości. Przewodniczący Rady, kiedy do mnie dzwonił po mojej decyzji, sam przyznał, że ten drugi rok był już znacznie lepszy, lepiej się rozumieliśmy.
— Dokończyliśmy duże inwestycje drogowe z Polskiego Ładu, które rozpoczęła jeszcze moja poprzedniczka. To był dla mnie skok na głęboką wodę, bo nigdy wcześniej nie zarządzałem tak dużymi projektami. Udało nam się też pozyskać dofinansowanie z Urzędu Marszałkowskiego na remont świetlic w Ostrowitem i Siemkowie. Jesteśmy już po przetargu, a w Ostrowitem firma weszła na plac budowy.
— Dumny jestem też z dożynek. Chciałem je ożywić. W pierwszym roku zaprosiliśmy Norbiego, co było dużym zaskoczeniem. Na kolejny rok mieszkańcy prosili o profesjonalną scenę – i to też się udało załatwić. Co ważne, nie wydaliśmy na to ani grosza z budżetu gminy. Wszystko sfinansowali sponsorzy. Organizację wziąłem na swoje barki, współpracując z panią dyrektor gminnej biblioteki. Sponsorzy dopisali, a nasze dożynki stały się świetną reklamą gminy, na którą przyjeżdżali ludzie z sąsiednich stron.
Mamy też piękny park za pocztą, urządzony przez poprzednią panią wójt, o który dbaliśmy i w którym wreszcie zaczęło się coś dziać.
— W zasadzie w każdym sołectwie mamy prężne KGW. Sam wciąż jestem członkiem koła w mojej rodzinnej miejscowości — Mszano. Zawsze starałem się pomagać i gospodyniom, i strażakom z OSP, choć budżet gminy nie jest z gumy i zawsze trzeba wybierać rzeczy ważne i ważniejsze. Staraliśmy się jednak działać metodą małych kroków, bez nadmiernego zadłużania gminy, by nie zostawiać długów kolejnym pokoleniom.
— Zdecydowanie oświata. Mamy dwie szkoły. W Lnianie funkcjonuje to bardzo dobrze, ale w drugiej placówce — w Błądzimiu — dzieci jest bardzo mało. W swoim programie wyborczym deklarowałem, że nie zamknę tej szkoły. Jednak patrząc na to od środka, gmina musi dokładać do niej ogromne pieniądze. Dziś, po dwóch latach doświadczeń, nie wiem, czy nie zmieniłbym zdania i ozrwiązać to inaczej. Szkoła wymaga remontu, a bez zewnętrznych dotacji budżet gminy tego nie udźwignie.
— Ogromnym problemem małych, rolniczych gmin jest też brak rąk do pracy przy jednoczesnym nawale nowych przepisów „z góry”. Nasi urzędnicy bywają potwornie przemęczeni. Przykładowo, przy obecnej liczbie wniosków o warunki zabudowy, powinny się tym zajmować dwie osoby, a nas stać tylko na jedną. Mówiłem o tym głośno na konwentach wójtów – rządzący powinni pytać nas, na dole, jakie mamy realne moce przerobowe, zanim narzucą nam kolejne procedury i terminy.
— Zdecydowanie tak...i zacząłbym dokładnie tak samo. Nigdy nie żałuję swoich decyzji. Nawet jeśli człowiek popełnił jakiś błąd, to nie jest to porażka, ale nauka, z której trzeba wyciągnąć wnioski.
— Nie lubię hucznych uroczystości, wolę spokój. 27 maja przypada Dzień Samorządowca. Choć formalnie przebywam już na urlopie, na pewno odwiedzę urząd. Obiecałem pracownikom tort. Chcę im, radzie, sołtysom, kołom gospodyń wiejskich i przede wszystkim mieszkańcom z całego serca podziękować.
Dziś mam zupełnie inną świadomość tego, jak działa urząd. Jeśli ktoś mówi, że w urzędzie tylko pije się kawę i nic nie robi – to bzdura. Ci ludzie naprawdę ciężko pracują, a te parę minut na kanapkę czy żarty jest im potrzebne, by zregenerować głowę.
— Dla mnie odskocznią od stresów wójtowania zawsze było moje małe, 5-hektarowe gospodarstwo w Mszanie. Choć w dzisiejszych czasach z tak małego gospodarstwa nie da się utrzymać rodziny, praca na roli daje mi spokój. Co będę robił zawodowo? Jeszcze nie wiem, muszę to przemyśleć. Na pewno zostaję w Lokalnej Grupie Działania oraz w KGW, jeśli zdrowie pozwoli. Zawsze chętnie pomogę radą każdemu, kto się do mnie zgłosi.
— Szczerze mówiąc, głębiej się nad tym nie zastanawiałem. Mam w głowie jedną osobę, którą chętnie widziałbym w roli mojego następcy – niezależnie od tego, czy to będzie ostatecznie pani, czy pan wójt. Najpierw niech jednak utworzą się komitety. Jeśli ktokolwiek z kandydatów do mnie przyjdzie, chętnie przekażę mu swoje, świeże jeszcze doświadczenie i wskażę pewne kierunki, a to, czy zechce z tego skorzystać, będzie już jego wolą.
— Zawsze starałem się podchodzić do ludzi z szacunkiem i spokojem, nigdy agresją. Niektórzy się dziwili: „Wójcie, czemu się tak mało odzywasz?”. Odpowiadałem, że muszę najpierw dobrze przemyśleć słowa, które do mnie trafiają. Chciałem przede wszystkim zrozumieć drugiwgo człowieka. Wszystkiego zrobić się nie dało, ale odchodzę z poczuciem, że dałem z siebie wszystko. Bardzo dziękuję za ten czas i pozdrawiam serdecznie wszystkich mieszkańców.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu swiecie24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz