O tym jak u wysportowanego człowieka mogło dojść do zawału, o wdzięczności za uratowanie życia i o planach powrotu do pracy rozmawiamy z burmistrzem Świecia Tadeuszem Pogodą.
„ŚWIECIE24 EXTRA” KRZYSZTOF NOWICKI, MICHAŁ BINIECKI: Co dokładnie stało się w Decznie? Jak do tego mogło dojść – taki wysportowany, aktywny człowiek.
TADEUSZ POGODA: - Sam sobie zadaję to pytanie „jak do tego mogło dojść”. Zajechałem do Deczna na rowerze dosyć ostrym tempem żeby grać w siatkówkę plażową do Deczna. Chciałem jeszcze przetrenować przed sobotnim wyścigiem „Mocni w wierze na rowerze” ten najgorszy odcinek trasy pod górę przy wysypisku, więc jechałem ostrym tempem.
Zajechałem do Deczna, postawiłem rower, przywitałem się z kolegami, porozmawiałem z kimś chwilę, stwierdziliśmy, że jesteśmy w komplecie, więc zaczęliśmy się przebierać. Usiadłem na ławkę i już z tej ławki nie wstałem. Upadłem na twarz i od tego momentu już nic nie wiem co się ze mną działo.
To był zawał a jednocześnie arytmia pracy serca, stąd straciłem świadomość.
Kiedy Pan odzyskał świadomość?
- Byłem utrzymywany w śpiączce farmakologicznej, więc to nie odbywało się tak całkiem naturalnie. Odzyskałem świadomość w sobotę w południe, więc po 48 godzinach.
To brzmi jak argument za nieuprawianiem sportu. Może zdrowiej jednak siedzieć przed telewizorem?
- Wręcz przeciwnie. W moim przypadku nastąpiło przewężenie jednego z naczyń wokół serca. Lekarze są jednak pewni tego, że tak szybkie powracanie do sił i do zdrowia zawdzięczam dobrej kondycji całego organizmu. To chyba jednak mocny argument na rzecz podejmowania aktywności fizycznej. U mnie być może zaważyły także sprawy genetyczne - mój ojciec zmarł na zawał w wieku 64 lat.
A Pan ile teraz ma lat?
- Sześćdziesiąt jeden.
Wróci pan do kolarstwa?
- W takiej formie jak dotychczas na pewno nie. Jednak coś się wydarzyło i myślę, że serce, przynajmniej w tej części, już tak zupełnie się nie wyleczy. Nie wyobrażam sobie jednak życia bez jazdy na rowerze, to nawyk - więc będę jeździć tyle że spokojniej, z mierzeniem tętna i nie stawając już pewnie do wyścigów, odpowiednio dozując wysiłek.
Ma pan jakąś inną pasję, hobby? Jak burmistrz Pogoda wypoczywa jeśli nie jeździ na rowerze?
- No mam. Poza rowerem jest jeszcze siatkówka, są góry. Gdyby to się nie stało, byłbym teraz w Zakopanem. Chciałem wejść na Rysy i wjechać rowerem na Gilczarów. Tak na co dzień to interesuję się historią Europy i Polski, chętnie czytam wszelkie publikacje na ten temat.
Jeśli wspomniał Pan o górach, to które z naszych pasm szczególnie Pan lubi?
- Tatry. Te głównie. Znam je bardzo dobrze, przeszedłem w naszej Polskiej stronie wszystkie szlaki i to niektóre kilkakrotnie.
Ma Pan jakiś szczególnie ulubiony zakątek Tatr?
- Tak. To zejście ze Świnicy do Doliny Pięciu Stawów Polskich, a z nich przejście Świstówką do Morskiego Oka. Bardzo lubię tę trasę, wielokrotnie nią szedłem. Nie nocuję w schroniskach (źle w nich śpię). Zawsze „bazę” organizuję w Zakopanem z niej wyruszam w góry i do niej wracam planując czas przejść…
Zapytamy teraz w trochę poważniejszym tonie. Zawał serca dla wielu osób kończy się śmiercią. Pan również mógł tego nie przeżyć. Przestraszył się pan?
- No… Teraz tak. Na pewno. W tamtym momencie, nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Na początku gdy się ocknąłem po tych dwóch dniach, kiedy uświadomiłem sobie co się stało i z czego ja będę musiał zrezygnować, zadawałem sobie pytanie „czy warto tak żyć?”... Od tego momentu minęło już sporo czasu, wciąż o tym myślę i rozsądek zaczął brać górę nad emocjami. Stwierdziłem, że warto żyć, mam dla kogo…
A z pracą to jak będzie? – wraca pan do rządzenia Świeciem, czy odbędą się przedterminowe wybory?
- Ze świadomością tego, co się stało trzeba dalej realizować się w życiu, zarówno tym osobistym, jak
i zawodowym. Myślę, że mam jeszcze tyle sił i wytrwałości, że sobie z tym poradzę. Oczywiście muszę uważać na sytuacje stresowe i tych sytuacji jak najbardziej unikać.
No właśnie. Przecież stres jest wpisany w charakter pracy burmistrza. Czy można go uniknąć? Jak się nie stresować w dzisiejszych czasach?
- Dostałem książkę „Jak walczyć ze stresem” i zamierzam od tego zacząć. Doktor, kardiolog, która wypisywała mnie ze szpitala powiedziała, że miałem dużo szczęścia, że byłem w takim miejscu, gdzie byli ludzie, którzy potrafili udzielić mi pomocy. Powiedziała też, że teraz swoją aktywność zawodową powinienem bardziej nastawić „na palec wskazujący”- że powinienem bardziej rozdzielać zadania wskazując: ty zrób to ,a ty zrób tamto…. Czyli, że muszę nauczyć się delegowania zadań. To oczywiście taki żart, ale mam świadomość, że będę musiał zmienić swój sposób funkcjonowania.
Dziękuje Pan Bogu za ocalenie, czy może ma pan żal do Niego o to, co się stało?
- Nie mam pretensji, ani żalu do nikogo, a wręcz przeciwnie: wdzięczność, wdzięczność, wdzięczność. Dziękuję Bogu, dziękuję ludziom, którzy mnie uratowali. Mam za co dziękować. Wszystkim.
Wspomniał Pan o tym, że zawał zdarzył się w najlepszym z możliwych miejsc. Jak to rozumieć?
- Myślę, że miejsce w jakim to się stało było najlepsze, jakie można sobie wyobrazić. Podobno nie ma przypadków. Przed wyjazdem do Deczna poszedłem jeszcze na strych. Nawet żona nie wiedziała gdzie jestem i nie mogła mnie znaleźć. Gdybym wtedy miał zawał to prawdopodobnie bym tego nie przeżył. W Decznie na miejscu byli ratownicy medyczni, którzy od razu wiedzieli w jaki sposób udzielić pomocy i przeprowadzali reanimację aż do przyjazdu karetki.
Na pewno docierały do pana w szpitalu jakieś sygnały od przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych, od współpracowników, mieszkańców, echa tego, co się stało w Decznie. To były wyrazy życzliwości, współczucia, czy może „dobre rady” żeby zakończył Pan karierę?
- Te sygnały, które do mnie dochodziły zawsze były wyrazem życzliwości i takiej łączności w tej trudnej dla mnie sytuacji, życiowej okoliczności. Nie zdarzyło się, żeby ktoś mi powiedział, czy napisał, żebym teraz, po zawale dał sobie spokój z pracą zawodową. Wręcz przeciwnie, pojawiały się sygnały, żebym wracał i kontynuował to, co robię od paru lat.
Paru?!
- Paru (śmiech), czyli dwudziestu dwóch lat.
My przynieśliśmy wydrukowane z portalu Świecie24 komentarze pod artykułem o pańskim zawale. Przeważają w nich pozytywne lub zatroskane, ale jest też kilka uszczypliwych.
- Chętnie je przeczytam, a co do nieprzychylnych opinii – nigdy nie da się tak żyć, tak kierować urzędem, żeby wszystkim dogodzić. Zresztą burmistrz nie jest od tego.
To kiedy wraca pan do pracy?
- No myślę, że te dwa miesiące zwolnienia lekarskiego wykorzystam. Tyle wymagają ode mnie lekarze. Myślę, że jeszcze po październiku zobaczę jak moje zdrowie będzie wyglądało. Prawdopodobnie pojadę do jakiegoś sanatorium, żeby – jak chcą kardiolodzy-jeszcze wypocząć. Pewnie w połowie listopada wrócę do pracy.
Dziękujemy za rozmowę.
KRZYSZTOF NOWICKI, MICHAŁ BINIECKI
Wywiad opublikowany w pierwszym numerze czasopisma „Świecie24 Extra”
0 0
Po tym nagłym wyładowaniu atmosferycznym Pogoda w Świeciu znowu stabilna ? Zdrowia i spokoju życzę Panie Tadeuszu .
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu swiecie24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz