Roman z Bydgoszczy kupił trzydzieści arów pod miastem dwadzieścia dwa lata temu, jako rezerwę na emeryturę, której nigdy nie zaczął wykorzystywać. Plany się zmieniły, dzieci dorosły, działka była długa, wąska, oddzielona od asfaltu pasem ziemi w cudzych rękach, a sama parcela przez lata pozostawała wyłącznie pozycją w corocznej decyzji podatkowej. Kolejni pośrednicy mówili to samo: papier ma pan dobry, ale klient indywidualny pod dom jednorodzinny tej działki nie kupi. Kiedy Roman po przejściu na emeryturę razem z żoną postanowili uporządkować swoje sprawy majątkowe, wpisał w Google deweloper skup działek i przekonał się, że nawet za grunt odrzucony przez klienta indywidualnego można dostać konkretną kwotę bez miesięcy negocjacji.