Zamknij
REKLAMA

W starciu z bankiem nie jesteś bezbronny. Zobacz na co trzeba zwrócić uwagę, czego się wystrzegać

00:08, 03.03.2018 | Krzysztof Nowicki
Skomentuj
REKLAMA

O tym, że jednak jest nadzieja dla frankowiczów, jak odzyskać z banku kilka tysięcy złotych niesłusznie pobrane przy kredycie mieszkaniowym, jak bronić się przed wypowiedzeniem umowy o kredyt lub przed Bankowym Tytułem Egzekucyjnym i przy jakich wezwaniach do zapłaty być szczególnie ostrożnym rozmawiamy z Magdaleną Pledziewicz, radcą prawnym specjalizującym się w prawie bankowym.

KRZYSZTOF NOWICKI „GAZETA LOKALNA”: Niezrozumiałe, opasłe umowy, wysokie opłaty, ubezpieczenia narzucane przez banki, wezwania do zapłaty bardzo starych pożyczek… Często w sytuacji sporu z bankiem klient, przysłowiowy Kowalski, jest słabszą stroną, czuje się bezradny. Czy tak musi być?

AGDALENA PLEWDZIEWICZ, radca prawny "Pledziewicz Kancelaria": - Nie musi, chociaż rzeczywiście przez wiele lat klient był stroną słabszą, bezsilną. Dzisiaj klienci postawieni w sytuacji konfliktu z bankiem lub instytucją pożyczkową mają do dyspozycji szereg instrumentów prawnych oraz instytucji, w których znajdą pomoc.

Najpopularniejsza ostatnio grupa pół miliona frankowiczów także?

- Tak. Rzeczywiście w tym kontekście najwięcej mówi się o problemach osób, które zaciągnęły kredyt we frankach szwajcarskich. Obserwujemy ostatnio wzrost zainteresowania pozwami frankowymi, co zapewne jest spowodowane tym, że mija 10-letni okres przedawnienia i klienci nie chcą, żeby jakiekolwiek roszczenia wobec banku się przedawniły. Drugą przyczyną jest orzecznictwo w tych sprawach. Zapada coraz więcej wyroków korzystnych dla klientów frankowiczów, ale trzeba zaznaczyć, że to orzecznictwo nie jest jeszcze stabilne, ta linia orzecznicza nadal się kształtuje.

Proszę wytłumaczyć o co chodzi z tym przedawnieniem. Czy jeśli ktoś wziął kredyt we frankach jeszcze wcześniej, to już nie ma szans na zwrot pieniędzy?

- Wychodzimy z założenia, że bank bezpodstawnie pobrał wygórowane kwoty od frankowiczów. Co jest spowodowane zastosowaniem przelicznika przez frank. Roszczenie o zwrot tego bezpodstawnego wzbogacenia przedawnia się po dziesięciu latach od dnia kiedy zapłaciliśmy. Czyli nie przedawnia się od razu cały kredyt ale roszczenie od każdej poszczególnej raty. I tak co miesiąc przedawnia się roszczenie od kolejnej raty. Im później złożymy pozew tym mniej rat on obejmie.

Kredytobiorcy w Polsce to nie tylko frankowicze. Czy oni też mogą mieć jakieś roszczenia wobec banku? Też mogą odzyskać jakieś pieniądze?

- Też w złotowych kredytach są pewne kwestie, o których klienci powinni wiedzieć. Przede wszystkim to jest ubezpieczenie niskiego wkładu własnego. Już jest przesądzone, że instytucja ubezpieczenia niskiego wkładu własnego jest sprzeczna z prawem i rażąco krzywdząca dla konsumenta.

No ale przecież to ubezpieczenie było dla bezpieczeństwa kredytobiorcy.

- Właśnie nie, chociaż klientom tak się wydaje. Banki pobierały i często jeszcze pobierają od klientów opłatę – najczęściej kilka tysięcy złotych – za ubezpieczenie tego niskiego wkładu. Klient myśli, że on się ubezpiecza. A tak naprawdę płaci za ubezpieczenie banku. To jest bardzo dziwna konstrukcja. Klient cieszy się z tego, że będzie ubezpieczony i w razie czego, ubezpieczyciel zapłaci jego ratę. A to tak nie działa. Kiedy klient nie zapłaci raty kredytu to ubezpieczyciel wypłaca bankowi należną ratę a później zwraca się do klienta o zwrot tego, co zapłacił bankowi. Umowa ubezpieczenia niskiego wkładu własnego jest zawarta pomiędzy bankiem a ubezpieczycielem, a klient jedynie funduje bankowi takie ubezpieczenie.

To tak jakbym ufundował komuś ubezpieczenie, wyrządził mu szkodę i musiał zapłacić za naprawę tej szkody. Rzeczywiście dziwne i nie pomyślałbym, że to tak działa. I te składki na ubezpieczenie można odzyskać?

- W wielu przypadkach tak. Ten dodatkowy koszt jest ukryty w prawie każdej umowie o kredyt, gdzie nie ma wymaganego wkładu własnego. Te kwoty banki powinny zwrócić.

To duże kwoty?

- To najczęściej 3-4 tysiące złotych. I jeśli po trzech latach klient nadal nie wpłacił tego wymaganego wkładu, to jeszcze raz płaci tak wysokie ubezpieczenie. Mamy teraz jedną klientkę, do której ubezpieczyciel zwrócił się o spłatę zaległych rat kredytu. Jest bardzo zaskoczona, bo była przekonana, że to ona jest ubezpieczona a się okazało, że za jej składki ubezpieczony jest bank.

Nie ma się co dziwić kredytobiorcom. Kiedy przychodzą po kredyt na dom czy mieszkanie, zrobią prawie wszystko, żeby go dostać i mieć pieniądze na własny kąt.

- Zgadza się, ale warto zwrócić uwagę na to, że sprzedaż kredytu jest w interesie banku. Bank po to udziela kredytu, żeby zarobić na prowizji i na oprocentowaniu. Jeżeli więc decyduje się na to, żeby udzielić komuś kredytu mimo tego, że nie ma wymaganego prawem wkładu własnego, to bank może się ubezpieczyć. Ale nie może przerzucać kosztów prowadzenia własnej działalności na klienta.

No tak, bank chce więcej zarobić i obniża wymagania.

- To decyzja banku, że chce wyjść z szerszą ofertą do klienta, chce sprzedawać więcej kredytów, chce zarabiać więcej na prowizji i oprocentowaniu. Jeżeli więc robi taki produkt, sam powinien ponosić koszty własnej działalności. Tym bardziej, że w tych przypadkach brak było podstawowej informacji dla klienta. Klient nie wiedział jak działa ten mechanizm ubezpieczenia. Klient był przekonany, że on ubezpiecza siebie i nikt mu nie wyjaśnił tego, że jest inaczej.

W jakich jeszcze problemach z bankami klienci szukają pomocy?

- Bardzo częsty problem, z którym się spotykamy to jest brak doręczenia wypowiedzenia umowy kredytu pod właściwy adres. Jedna z naszych klientek miała taką sytuację, że spłacała kredyt. Dwóch rat nie wpłaciła, a później spłacała dalej. Dwa miesiące miała cięższe, nie miała wystarczających środków na zapłacenie raty. Problemy minęły i płaciła raty dalej. O tym, że bank jej wypowiedział umowę o kredyt dowiedziała się z pozwu jaki otrzymała z sądu.

I co w tym dziwnego? Przecież wystarczą dwa nieodebrane awiza i już jest po sprawie.

- I na tym banki się opierały, ale dla sądów to raczej brak podstawowego aktu staranności. Umowy o kredyt hipoteczny zazwyczaj  zawierane są na długi okres. Przy podpisywaniu umowy, kiedy mieszkamy jeszcze w starym mieszkaniu, deklarujemy, że ten nasz adres jest aktualny. Problem bierze się stąd, że bank dysponuje tą naszą deklaracją i stoi na stanowisku, co jest zresztą zapisane w umowie, że jeżeli nie zadeklarujemy innego adresu do korespondencji to trzeba dokonywać doręczeń na ten właśnie adres. Tyle, że bank dysponując umową kredytową, wie na jakiej nieruchomości ma hipotekę, więc nie stanowi problemu wysłanie jeszcze jednego list na drugi adres gdzie najprawdopodobniej dłużnika znajdzie.

Były już jakieś sądowe rozstrzygnięcia w takich sprawach?

- Tak. Po pierwsze, jest orzecznictwo Sądu Najwyższego mówiące o tym, że wypowiedzenie kredytu, szczególnie kredytu mieszkaniowego, jest tak dotkliwym dla klienta środkiem obrony banku, że bank powinien dochować podstawowego aktu staranności i w razie nieodebranego listu powinien wysłać go jeszcze raz na wszystkie adresy którymi dysponuje. Jeżeli tego nie zrobi to wypowiedzenie umowy kredytu jest nieskuteczne. O tym warto wiedzieć.

Słyszałem o przypadku, kiedy o wypowiedzeniu umowy ktoś dowiedział się od komornika.

- Rzeczywiście ta klientka miała szczęście, bo kilka lat temu dowiedziałaby się o tym od komornika. Działo się tak, bo do sierpnia 2016 roku banki mogły wystawiać Bankowe Tytuły Egzekucyjne (BTE) i przekazywać sprawę do windykacji komorniczej. To rozwiązanie uznane zostało za niezgodne z konstytucją, ponieważ każdy ma prawo do sądu. W przypadku BTE tego sądu nie było. Dodatkowo w tych przypadkach banki były sędzią we własnej sprawie.

Czyli teraz już nie ma takich sytuacji?

- Ciągle jeszcze jest mnóstwo spraw sprzed sierpnia 2016, gdzie klienci borykają się z dużymi problemami. I trafiają do nas, żebyśmy ich wybronili. To jest możliwe. Składa się wtedy powództwo przeciwegzekucyjne. Inicjatywa leży jednak po stronie dłużnika, w tym przypadku klienta banku.

Kiedy warto złożyć takie powództwo?

- Wtedy kiedy nie zgadzamy się z roszczeniem banku. Kiedy twierdzimy, że umowa nie została nam wypowiedziana. Albo jeżeli uważamy, że bankowi należą się mniejsze kwoty. Albo też jeżeli Bankowy Tytuł Egzekucyjny nie wypełnia wymogów prawa bankowego, co się często też zdarza. One często były wystawiane skrótowo, bez szczegółowego podania tego jak każda rata była rozbita na kapitał i na odsetki. A to błąd. Zwykle bank pisał, że należą się odsetki w takiej a takiej kwocie. Sąd Najwyższy orzekł, że tak nie może być. Że klient musi mieć prawo sprawdzić czy odsetki były prawidłowo naliczone. Wtedy warto zastanowić się nad złożeniem pozwu przeciwegzekucyjnego.

I w ten sposób uratujemy nasze pieniądze? Komornik zejdzie na z konta?

- Wniesienie takiego pozwu najprawdopodobniej wstrzyma dalszą egzekucję. Nie jest to automatyczne. W każdym pozwie trzeba zgłosić wniosek o zabezpieczenie powództwa. Sądy przychylają się do takich wniosków, bo to jest oczywiste, że jeśli orzeczenie będzie korzystne dla dłużnika to wtedy komornik musiałby zwracać to, co zabrał. Tylko, że sądy nie robią tego automatycznie. Konieczne jest zawarcie w pozwie takiego wniosku.

A jeśli komornik dobrze wywiązał się z zadania i sprzedał nasz dom?

- Powództwo przeciwegzekucyjne, o którym mówiliśmy, można złożyć w sądzie tylko, jeśli komornik prowadzi jeszcze egzekucję. Jeśli natomiast na podstawie błędnego bankowego tytułu egzekucyjnego zostały od dłużnika pobrane jakieś kwoty albo np. zlicytowano mu dom i egzekucja już się zakończyła, to w ciągu 3 lat od tego zdarzenia można występować przeciwko bankowi z roszczeniem odszkodowawczym.

W ostatnich latach pojawiły się firmy skupujące długi. Słyszałem, że bywają z nimi problemy.

- Tak zdarzają się, chociaż nie z samymi firmami, co z brakiem informacji. Zdarza się, że bank prowadzi egzekucję na swoją rzecz, a sprzedał już dług. Nagminnie zdarzają nam się tacy klienci, od których komornik pobiera cały czas kwoty na rzecz banku, a oni dostali pozew od firmy windykacyjnej, która ten dług kupiła. W momencie sprzedaży długu obowiązkiem banku było złożenie do komornika wniosku o umorzenie egzekucji.

Czyli dwa razy spłaca ten sam dług?

- Widzimy, że tak się dzieje. Nie sądzę, że to jest czyjaś zła wola. Raczej niedopatrzenie, zaniedbanie, może bałagan korporacyjny. W takich przypadkach na pewno warto złożyć pozew przeciwegzekucyjny, który wstrzyma niesłuszne pobierane od nas pieniędzy.

Tu widzę bardzo duże pole dla edukacji prawnej.

- My także. Przy okazji obsługi prawnej danego klienta, zawsze widzimy, że to konkretny człowiek, ze swoją historią, rodziną, problemami. Chcemy pomagać też szerzej, mówiąc ludziom o tym, jak postępować z bankami i instytucjami pożyczkowymi. Po to została powołana Fundacja Pomocy Prawnej „Ad Rem”.

Trzeba ludziom pokazywać, że to nie jest w porządku, że ktoś w 1999 roku pożyczył nam 9 tys. zł a teraz żąda 200 tysięcy, bo taki przypadek też widzieliśmy. Trzeba było złożyć sprzeciw od nakazu zapłaty. Pokazać, że to jest głupota i całkowicie sprzeczne z prawem i ta sprawa jest wygrana, bo to nie było nic trudnego do wygrania. Natomiast to wymagało od tej pani tego, żeby wzięła ten nakaz zapłaty, zastanowiła się, poszukała pomocy i napisała sprzeciw.

Moim zdaniem to wynik braku wiedzy o tym, że można szukać pomocy w tych kwestiach i gdzie jej szukać. Część osób pomyśli o prawniku, ale usługi prawne kojarzą nam się z dużymi kosztami, a jeśli jestem w zapaści finansowej to skąd mam wziąć na prawnika.

- W tej kwestii Fundacja ma też pomagać. Zauważyliśmy jeszcze jeden problem. Na rynku jest całkiem sporo firm, które wcale nie pomagają ludziom. Przyciągają tym, że są firmami oddłużeniowymi, a tak naprawdę wpędzają ludzi w jeszcze większe zadłużenia, doprowadzają klienta do podpisania niekorzystnej dla niego ugody pomiędzy dłużnikiem a wierzycielem.

W jakich sytuacjach trzeba uważać na takie firmy?

- To się wiąże z szerokim problemem wierzytelności przedawnionych, czyli kredytów, które się dawno przedawniły. Są skupowane za ułamek swojej wartości przez fundusze sekuryzytacyjne i one na drodze sądowej tych przedawnionych wierzytelności dochodzą. Zawsze kiedy przychodzi nakaz zapłaty z pozwem o zapłatę pożyczki, którą braliśmy w 2008, 2006 roku lub jeszcze dawniej, to powinna nam się zapalić czerwona lampka, czy przypadkiem nie jest za późno. Bo też w takich sytuacjach często jest tak, że odsetki to jest dwa razy tyle niż dług, który mieliśmy do spłacenia. I wtedy trzeba napisać sprzeciw i powołać się na przedawnienie.
A co robią dość często firmy, które niby pomagają swoim klientom? Doprowadzają do podpisania ugody, a klient nie jest świadomy, że dług jest przedawniony i zgadza się na to. Wtedy już nie mamy żadnego pola manewru. Problem z tymi firmami jest taki, że nie uświadamiają ludziom przedawnienia długów i tego, że nie muszą tego płacić. Mówiąc wprost to jest działanie na szkodę klienta.

Dlatego warto dobrze sprawdzić instytucję do której zwracamy się o pomoc.

Gdzie można sprawdzić takie firmy?

Są instytucje, których możemy być pewni. Jest Urząd Ochrony Konsumenta, jest rzecznik finansowy, są powiatowi rzecznicy praw konsumenta, no i są też kancelarie adwokackie czy radcowskie.  Mamy swoje kodeksy etyki, które mówią o tym, że zawsze musimy działać na korzyść klienta. Co do firm finansowych, pożyczkowych, oddłużeniowych warto zawsze poszukać opinii o ich działalności, np. w Internecie, popytać znajomych, zbadać. Trzeba uważać. Wiemy, że jest sporo firm, które robią dobrą robotę i rzeczywiście pomagają swoim klientom.

Przychodzą do Waszej kancelarii klienci chwilówek?

- Chwilówki to bardzo obszerny temat i zmora współczesnych ludzi. Teraz prawo ogranicza stopę oprocentowania, ale firmy pożyczkowe i tak to omijają wprowadzając bardzo wysokie opłaty operacyjne lub koszty ubezpieczenia kredytu. Znamy praktyki jednej ze znanych firm pożyczkowych, gdzie pożyczała np. 4 tys. zł. Do spłaty było dajmy na to 10 tys. Umowa była skonstruowana w ten sposób, że po jej zakończeniu, czyli spłacie ostatniej raty, pożyczka automatycznie była odnawiana. Nieświadomy klient dostawał na swoje konto 3 tys. zł a do spłaty miał 9 tys. zł. Tyle, że on już nie chciał kolejnej pożyczki. Ciekawostką jest to, że aby wypowiedzieć umowę należało zawieźć je do siedziby firmy. Zawsze więc powinniśmy być wyczuleni i pamiętać, że firma pożyczkowa nie jest kimś z rodziny tylko dba o swój interes, o bardzo, bardzo wysokie zyski.

Jeśli coś nam nie pasuje umowie, coś się nie zgadza to mogę jej nie podpisywać tylko zabrać do domu i przeanalizować? Albo zanieść do rzecznika?

- Tak, to nasze prawo i nieraz lepiej zastanawiać się przez kilka dni, poradzić kilku osób, niż pochopnie wziąć pożyczkę.

(Krzysztof Nowicki)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%