Brunatna ścieki w Wiśle pod lupą inspektorów ochrony środowiska. WIOŚ w Bydgoszczy rozpoczął oficjalną kontrolę w zakładzie Mondi Świecie po tym, jak przesłaliśmy do urzędu nagrania od zaniepokojonego mieszkańca. Choć służby o wycieku wcześniej nie wiedziały, filmowa dokumentacja nie pozostawiła im wyboru – pobrano próbki, a sprawa nabrała biegu. Na ostateczny werdykt musimy czekać aż do maja. Dlaczego procedura sprawdzania giganta branży papierniczej jest tak skomplikowana?
Wszystko zaczęło się 2 marca, kiedy jeden z mieszkańców zaalarmował naszą redakcję o niepokojącym, nietypowym zabarwieniu ścieków odprowadzanych do rzeki przez zakład Mondi Świecie Sp. z o.o.
Sprawę wraz z nagraniem niezwłocznie przekazaliśmy do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bydgoszczy.
Choć w momencie zgłoszenia Inspektorat nie posiadał informacji o awarii czy wycieku, już następnego dnia (3 marca) inspektorzy pojawili się na miejscu, by pobrać próbki do badań laboratoryjnych i rozpocząć oficjalną kontrolę.
::video{"type":"onnetwork","item":"992"}
Wysłaliśmy również pytania do firmy Mondi, ale do tej pory odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
Dziś otrzymaliśmy oficjalną odpowiedź z WIOŚ. Wynika z niej, że kontrola w Mondi wciąż trwa i ze względu na jej wielowątkowość, termin załatwienia sprawy został przesunięty.
— Zawiadamiam, że termin załatwienia wniosku ustala się do dnia 3 maja 2026 r. – czytamy w piśmie podpisanym przez przedstawicieli Inspektoratu.
Udało nam się porozmawiać z szefową wydziału WIOŚ, która wyjaśniła nam, jak od kuchni wygląda nadzór nad tak dużymi zakładami. Okazuje się, że prawo jest w tej kwestii bardzo specyficzne – jednorazowe, wizualne spostrzeżenie „innego koloru" ścieków nie musi automatycznie oznaczać złamania prawa.
Większość kontroli opiera się na tzw. automonitoringu. Zakład jest zobowiązany do regularnego pobierania próbek przez akredytowane laboratoria i przesyłania wyników do WIOŚ. Inspektorzy oceniają jakość ścieków nie w skali jednego dnia, ale całego roku obowiązywania pozwolenia wodnoprawnego.
– Nie ma czegoś takiego, że samo zabarwienie decyduje o winie. Próba trafia do laboratorium i to ono ocenia parametry. Jednorazowe, chwilowe naruszenie jakości ścieków nie decyduje o tym, że całe pozwolenie zostało naruszone. Każdy zakład posiada pewien "margines błędu" opisany w Prawie wodnym – wyjaśniała Małgorzata Witkowska, przedstawicielka WIOŚ.
Ocena tego, co trafia do Wisły, to proces wielostopniowy. Niektóre parametry, jak pH czy temperatura, monitorowane są zdalnie w systemie ciągłym. Jednak kluczowe wskaźniki zanieczyszczeń (np. azot czy fosfor) wymagają żmudnych analiz laboratoryjnych.
– Mechanizm jest skomplikowany. Ma z jednej strony zabezpieczyć interesy przedsiębiorcy, a z drugiej nadrzędny interes środowiska. Przykładowo: na sześć pobranych prób cztery muszą spełniać normy, by uznać, że zakład działa zgodnie z prawem – tłumaczy szefowa wydziału.
WIOŚ zapewnia, że odniesie się konkretnie do "chwilowej sytuacji" zgłoszonej przez mieszkańca po zakończeniu wszystkich czynności kontrolnych. My z kolei będziemy trzymać rękę na pulsie. Czy nietypowe zabarwienie było tylko niegroźnym incydentem, czy sygnałem poważniejszych problemów?
Odpowiedź poznamy po 3 maja.
Do tematu wrócimy.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu swiecie24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz