Zamknij

Walki wokół Świecia oczami niemieckiego pancerniaka

12:34, 16.03.2016 | K.N
REKLAMA
Skomentuj

Drzycim, Bukowiec, Belno, Osie… m.in. te miejscowości znalazły się we wspomnieniach z lutego 1945 roku dowódcy działa szturmowego. Przytaczamy obszerne fragmenty.

Wiedza o przebiegu walk na terenach powiatu świeckiego pochodzi głównie z zachowanych dokumentów sztabowych i  relacji mieszkańców którzy byli świadkami tych krwawych wydarzeń.

Istnieją też wspomnienia żołnierzy niemieckich. Jednym z nich był  „as pancerny" Alfred Regeniter. Urodził się 13 stycznia 1922 roku w Radevormwaldzie w Nadrenii Północnej.  Brał udział w  Kampanii Francuskiej  jako artylerzysta w 4 Batalionie Artylerii wchodzącym w skład 255 Dywyzji Piechoty. Następnie walczył na froncie wschodnim. W 1943 roku Regeniter  zostaje wysłany do szkoły artylerii szturmowej, gdzie przeszedł kurs obsługi dział szturmowych.

Dowódca działa szturmowego
Po ukończeniu kursu w marcu 1944 roku Alfred Regeniter otrzymał nominację na stopień porucznika i przydział do 3 Baterii, która była częścią 276 Brygady Dział Szturmowych. Został dowódcą działa Sturmgeschutz III. W skład załogi działa oprócz dowódcy wchodzili również kierowca, ładowniczy i celowniczy. Działo to posiadało na swoim uzbrojeniu armatę kal. 75 mm oraz dwa karabiny maszynowe.

Odpoczywał w dworku pod Nowem      
14 stycznia  1945 roku Armia Czerwona rozpoczęła ofensywę na kierunku Prus Wschodnich. Olbrzymia  przewaga w ludziach i sprzęcie spowodowała, że obrona niemiecka rozsypała sie jak domek z kart. Po kilku dniach od rozpoczęcia ofensywy wojsko niemieckie  rozpaczliwie wycofywało się na linię Wisły bez przerwy napierane przez wojska II Frontu Białoruskiego. W ten sposób 23 stycznia 1945 roku jednostka Regenitera przeprawiła się w Grudziądzu  przez Wisłę.  Po przeprawieniu  się przez rzekę młody porucznik miał kilka dni odpoczynku które spędził w dworku w miejscowości Milewko koło Nowego. 27 stycznia  jego jednostka została wysłana nad Wisłę pomiędzy Gniewem a Nowem, gdzie udaremniła próbę sforsowania rzeki przez żołnierzy radzieckich.

W Drzycimiu czekali na paliwo
Postępy radzieckiej ofensywy spowodowały, że na terenach powiatu świeckiego Armia Czerwona prowadziła swoje uderzenia nie tylko ze wschodu przez Wisłę, ale również z południowego zachodu od strony Bydgoszczy, która została zdobyta w dniach 24-25 stycznia.  W związku z powyższym 276 Brygada Dział Szturmowych  w dniu 29 stycznia otrzymała rozkaz wymarszu w kierunku Świecia, w celu zatrzymania wrogich jednostek pancernych atakujących w kierunku północnym. Podczas przemarszu panowała  śnieżyca która utrudniała transport. Po pokonaniu około osiemdziesięciu kilometrów jednostka Regenitera zajęła pozycję w Drzycimiu, gdzie oczekiwała na dostawę paliwa. 

31 stycznia  w Drzycimiu  znajdował się sztab 251 Dywizji Piechoty, którą dowodził generał Heuke. Bezpośrednio od  generała, Regeniter otrzymał następujące rozkazy dla 3 Baterii: Wspólnie z pułkiem grenadierów przeprowadzić kontratak na Bukowiec,  aby odciążyć  wojska niemieckie które przerwały okrążenie wokół Torunia i przebijają się do niemieckich linii obrony w rejonie Świecia. Alfred Regeniter tak opisuje walki w Bukowcu:

„W wysokim śniegu, pojechałem na Bukowiec. Wieś była po prawej stronie przed nami. Starszy Sierżant Glaumann z drugiego działa szturmowego gwałtownie przyspieszył, tak że ledwo za nim nadążaliśmy. Dwa rosyjskie czołgi zniknęły za stodołą z prawej strony wsi. Nie było jeszcze wtedy możliwości do otwarcia ognia. Wjechaliśmy do wsi i pojechaliśmy w prawo wzdłuż ulicy. Po lewej stronie, ulica miała odgałęzienia. Ledwo minąłem boczną uliczkę, gdy pocisk z czołgu lub działa przeciwpancernego trafił w dom po prawej stronie za moim działem pancernym. Teraz wiedziałem, gdzie ukrywali się! Skierowałem nasze działo pancerne przez ogrody po naszej prawej stronie w celu obejścia tego zagrożenia. Wkrótce stałem trzydzieści metrów przed skrzyżowaniem w  kształcie litery T, gdzie główne  drogi biegły z północy na południe. Po naszej lewej stronie za żywopłotami i w ogrodach aż roiło się od Rosjan! Otworzyliśmy ogień z broni maszynowej. Nagle jeden z żołnierzy piechoty który brał udział w kontrataku wskoczył na moje działo i krzyknął: "Poruczniku, z przodu po lewej stronie, za rogiem budynku, jest rosyjski czołg! " To było około trzydziestu metrów. Poczułem szybsze bicie mojego serca,  ale starałem się na chłodno ocenić sytuację. Postanowiłem poczekać, bo doszedłem do wniosku, że załoga wrogiego czołgu poprzez konieczność kontynuowania ataku i własną niecierpliwość  będzie poruszała się dalej. W międzyczasie, chciałem zmusić wrogą piechotę, która z pewnością towarzyszyła czołgom do odwrotu. Wycelowałem działem z załadowanym pociskiem burzącym w dach budynku. Prawie skończyłem celować i oddałbym strzał, gdy mój kierowca, kapral Tischler, krzyknął: "Idzie!" Mój ładowniczy szybko wyciągnął z komory pocisk burzący, (bylibyśmy skończeni gdyby w tym czasie się zaciął) i załadował  pocisk przeciwpancerny. Rosyjski czołg przejechał tylko kawałek i zza rogu budynku wystawała jego lufa. Wydawało się, że nas nie zauważył. Wrogi "czołg" którym okazało się działo pancerne SU-85, znowu ruszył i pojechał w naszym kierunku po dużym łuku.  Zanim zorientował się w sytuacji pocisk z mojego działa trafił go w bok. Oddaliśmy jeszcze trzy strzały do działa pancernego SU-85. Ivan wypełzł z włazu wieży i zniknął po drugiej stronie zniszczonego działa. My byliśmy szczęśliwi i poczuliśmy ulgę. Następnie wycofaliśmy się w kierunku południowo-wschodniej części wsi, gdzie przy użyciu naszych dział szturmowych zajęliśmy pozycje do zasadzki w przypadku ataku Rosjan.

Zrobiło się ciemno i strasznie. W celu zapewnienia bezpieczeństwa,  ??podpaliliśmy dom na rogu, tam gdzie działo przeciwpancerne strzelało w moim kierunku. Potrzebowaliśmy jedzenia. W piwnicy dużego domu obok naszego działa, była bardzo otyła i najwyraźniej bardzo chora niemiecka kobieta - pani domu. Leżała na słomie, w towarzystwie polskiego pracownika. Błagała, nas żebyśmy zabrali ją ze sobą. Nie mogliśmy tego zrobić, ona nie zmieściłaby się w środku naszego działa, a na zewnątrz na pewno by zamarzła. Poza tym, co mielibyśmy z nią zrobić później? Jeden z Polaków powiedział nam, że na strychu sąsiedniego budynku znajduje się wędzarnia. Przy świecach, otworzyliśmy zamek i weszliśmy na strych, uważaliśmy na rosyjski karabin maszynowy, który mógł nas ostrzelać przez dachówki. Zabraliśmy dwie gigantyczne wędzone szynki i kilka lasek  wędzonych kiełbas. Dlaczego mielibyśmy zostawić to wszystko dla Rosjan?

Wykonaliśmy naszą misję - zniszczyliśmy Su-85, zdobyliśmy jedno działo przeciwpancerne  i pięć zniszczyliśmy. O godzinie 23 wycofaliśmy się z Bukowca w kierunku Drzycimia. Generał Heuke poinformował nas o swojej wdzięczności za wykonane zadanie. Nasza jednostka utrzymywała prawe skrzydło 251 Dywizji Piechoty i umożliwiła wycofanie się 542 Dywizji Grenadierów Ludowych, a także połączenie się z resztkami 31 i 73. Dywizji Piechoty które przebijały się z Torunia.”

Wysadzony most w Żurze
Po kontrataku na Bukowiec i powrocie do Drzycimia jednostka Regenitera 1 lutego o godzinie 8:00 otrzymała rozkaz powstrzymania radzieckich jednostek nacierających w ich kierunku. Rosjanie przy użyciu piechoty i czołgów zaczęli oskrzydlać jednostki niemieckie w Drzycimiu, w związku z czym  Niemcy musieli się  wycofywać za rzekę Wdę i o godzinie 19:00 wysadzili most drogowy w miejscowości Żur.

2 Lutego jednostka Regenitera w dalszym ciągu zajmowała pozycję w Żurze nie będąc atakowana przez Rosjan.

Walka o Belno
3 lutego Brygada Dział Szturmowych otrzymała rozkaz działania na północ od Świecia, gdzie Rosjanie dokonali wyłomu w liniach niemieckich i utworzyli przyczółek nad Wdą w rejonie Bedlenek i  zajęli miejscowości Belno i Skarszewo.  Niemiecki kontratak miał zepchnąć Rosjan do doliny Wdy. W tych działaniach oprócz żołnierzy z 251 Dywizji Piechoty i załóg dział szturmowych brali również spadochroniarze z 2 Batalionu Przeciwlotniczego. Oto opis tych walk:

"Najpierw zajęliśmy pozycje w wiosce "A", (prawdopodobnie chodzi o wieś Osłowo – przyp. D.J.) około 1,5 km przed naszymi głównymi celami, którymi były majątek Belno i znajdujące się dalej Skarszewo. Zajęliśmy pozycję na obrzeżach wioski, żeby nie zostać zauważonym przez samoloty wroga. Ja pojechałem do sztabu pułku , gdzie dowódca poinformował mnie o sytuacji i naszych celach. Potem razem ze mną pojechał z powrotem do "A". Chciałem zorganizować odprawę. Mimo, że dowódca pułku chciał się śpieszyć z atakiem, ja pobiegłem na ulicę we wiosce i krzyknąłem: "Wszyscy dowódcy dział pancernych, dowódcy plutonów i dowódcy drużyn! Za mną! "

Odprawa była w jednym z budynków wsi. Pokój był wypełniony po brzegi. Przypiąłem do ściany mapę w skali  1: 25.000 i rozpocząłem odprawę: "Jesteśmy we wsi "A". Przed nami jest nasza główna linia oporu. Tam, w miejscowości Belno znajdują się Rosjanie. Zaatakujemy ich.  Belno jest widoczne z naszych pozycji, po drugiej stronie doliny w odległości około 1,5 kilometra. Uważajcie na siebie chłopcy. Kto będzie atakował w mojej grupie, będzie w bliskiej odległości od zabudowań po lewej stronie wsi. Zaatakujemy frontalnie, zaczynamy o 13:00 po przygotowaniu artyleryjskim. Najpierw wkroczymy do Belna, potem ruszymy na Skarszewo. Jest dla nas jasne, że rosyjskie stanowiska we wsi są silnie umocnione i w ich skład wchodzą oprócz piechoty również działa szturmowe, czołgi i działa przeciwpancerne. Dlatego musimy wykorzystać element zaskoczenia.

Oskrzydlić Rosjan
Plan ataku jest następujący: pozycje wyjściowe do ataku będą znajdować się daleko na zboczu doliny Wdy, aby nie zostać zauważonym przez Rosjan. Po ostrzale artyleryjskim, pluton Glaumanna w skład którego wchodzą cztery działa szturmowe, będzie podjeżdżał w górę doliny i zatrzyma się od razu gdy lufy ich dział wyłonią się zza skarpy. Wtedy  otworzy szybki  ogień do zabudowań i stanowisk na skraju wsi. W tym czasie wykorzystując ogień zaporowy Glaumana i zaskoczenie Rosjan, ja z moim plutonem ruszę naprzód przez pole uprawne o długości około 300 metrów i również zacznę prowadzić ostrzał Belna. W wyniku mojego ognia zaporowego pluton Blaumana ruszy do przodu i wkroczy do wsi. Wtedy również mój pluton skieruje się do centrum wsi. Gdy zdobędziemy Belno, uderzymy szerokim frontem na Skarszewo, znowu stosując atak oskrzydlający. Czy wszystko jasne? Pytania? Brak? No dobrze. Przygotować się do zajęcia pozycji wyjściowych!" Wszystko było jasne i każdy wiedział co się dzieje. Nie było potrzeby aby przedłużać tą odprawę.

O godzinie 13:00 zajęliśmy pozycje wyjściowe w taki sposób aby nie zostać zauważonym przez wroga po drugiej stronie doliny.  Co jakiś czas pojedyncze pociski od lekkiej haubicy polowej przelatywały nad nami i trafiały w gorzelnię, która znajdowała się w Belnie. Po ostrzale zapanował chwilowy spokój.  O godzinie 13:10 sierżant Glaumann razem z trzema działami pancernymi nagle ruszył naprzód w kierunku krawędzi skarpy i gdy tylko lufy wychyliły się z nad doliny otworzył gwałtowny ogień. Widząc taką brawurę w pierwszej myśli sądziłem, że Glaumann zwariował! Nasz atak miał się rozpocząć po przygotowaniu artyleryjskim, ale nic takiego nie nastąpiło. Glaumann rozpoczął atak i my dołączyliśmy również do niego. (Okazało się, że Glaumann miał rację mówiąc, że sześć lub osiem wystrzałów z lekkiej haubicy było właśnie "przygotowaniem artyleryjskim").

Osamotniony cel w polu
W tym czasie moje działo pojechało na pełnej prędkości w kierunku pola uprawnego. Dojechałem gdzieś na środek pola, zatrzymałem się, rozejrzałem dookoła i..... uświadomiłem sobie że moje działo stało samotnie na otwartej przestrzeni jako idealny cel dla wroga! Inne działa pancerne z mojego plutonu po prostu pozostały za doliną na bezpiecznych pozycjach i nie ruszyły za mną do ataku. Zostałem sam w otwartym, płaskim terenie. Serce zaczęło mi bić jak szalone, czułem ucisk w gardle. Myślałem, że w ciągu kilku najbliższych sekund zostanę wysadzony w powietrze przez jakieś ukryte działo przeciwpancerne lub czołg. Odwaga lub desperacja spowodowały, że otworzyłem właz, stanąłem na jego szczycie i zacząłem machać rękoma. "Naprzód, cholerne dranie!" Sądziłem, że zostało mi tylko parę chwil życia, ale wtedy dzięki Bogu dwa działa pancerne podjechały pod skarpę i jechały w moją stronę. (Później dowiedziałem się, że sierżant K. miał jakieś problemy z silnikiem lub trakcją, dokładnie w tym czasie kiedy ruszaliśmy do ataku.) Rosjanie odpowiadają ogniem z karabinów i dział. Jeden z nich przeleciał tuż obok mojej głowy.
„Poruczniku" - krzyczy Strohbach.
 "Widzę skąd strzelają!"
W tym czasie pocisk przeciwpancerny przeleciał tuż nad nami. Krzyknąłem do Strohbacha:
 "Masz go?",
"Tak!"
"Ognia"
Rosyjskie działo samobieżne ukryte w zaroślach na skraju wsi stanęło w płomieniach.

Ruski chowający się między krowami
Wkrótce byliśmy we wsi razem z Ruskami biegającymi w panice dookoła oraz naszą piechotą, która nacierała z lewej strony. Przejechaliśmy obok palącego się rosyjskiego działa w kierunku dużego gospodarstwa. Na naszej drodze stanęło stado krów w liczbie około 60 sztuk. Pomiędzy zwierzętami na czworakach ukrywali się Rosjanie chcący wykorzystać osłonę zwierząt. Musiałem pojechać prosto w środek stada. To było straszne, wszystko działo się w mgnieniu oka. Rosjanie uciekli, ale za rogiem ostatniej stodoły stał Ivan który strzelał z pistoletu maszynowego. " Mam cię, synku!" - krzyknąłem i wydałem rozkaz strzału pociskiem burzącym w stodołę. Wróg został zabity. Wszyscy Rosjanie uciekali w panice. Za stodołą stało działo pancerne SU-85, które przemieszczało się by znaleźć osłonę. Załoga tego działa nie chciała wycofać się do Skarszew, wiedząc że w trakcie ucieczki zostanie na pewno zniszczona. Wystrzeliłem jeden pocisk i radzieckie działo eksplodowało. Zdobyliśmy Belno! Zniszczyłem dwa działa samobieżne. Całkowity bilans walk: zniszczone trzy działa pancerne SU-85,  jeden T-34/85, jeden czołg ciężki Józef Stalin 122 mm - trafiony przez Blaumanna, dwa działa przeciwpancerne kal. 47 mm, trzydziestu jeńców (w tym kapitan). Nie mieliśmy strat. Każdy był zadowolony i chciał odpocząć. Nikt nie myślał o ataku na Skarszewo. Aby tam dotrzeć musieliśmy pokonać około 1,5 kilometra pofałdowanego terenu. W ogólnym zamieszaniu stanąłem na włazie i obiema rękoma wskazałem w kierunku Skarszew, tak aby każdy widział dalszy kierunek ataku.

Atak na Skarszewo
Pozostawiłem dwa działa pancerne  z lewej strony naszych pozycji do osłony kolejnego uderzenia. Patrząc w kierunku Skarszew mogliśmy zobaczyć tylko dwa domy i wysokie drzewa z lasu znajdującego się kilometr dalej, który schodził w dół doliny rzeki Wdy. Wkrótce poruszaliśmy się naprzód szerokim frontem razem z piechotą i spadochroniarzami, którzy na swoim wyposażeniu mieli samobieżne czterolufowe działko przeciwlotnicze, które prowadziło ogień zaporowy w kierunku skraju lasu. Było czymś niepowtarzalnym zobaczyć cztery potężne działka strzelające w tym samym czasie. Połowę drogi do Skarszew pokonaliśmy bez żadnego oporu wroga.

Stukasy zbombardowały swoich
Wtedy nagle usłyszałem hałas samolotów. Siedem niemieckich Stukasów zaczęło nad nami krążyć. Zaczęliśmy krzyczeć dla żartu: "Teraz Ivan będzie w głębokiej dupie." Ale co się dzieje? Zobaczyłem dwa Stukasy które rozpoczęły lot nurkowy w naszym kierunku. Straszne wycie z ich syren było coraz bardziej wyraźniejsze. Z pod ich skrzydeł zrzuconych zostało wiele pięciokilogramowym bomb. Spadały prosto na nasze wojska... Przerażony zdążyłem się tylko  schować do działa i krzyknąłem do załogi: "Zrzucają bomby na nas.. To koniec, jesteśmy skończeni." Bomby eksplodowały wokół nas, wtedy wyszedłem na zewnątrz i wystrzeliłem w powietrze flary. Odpaliłem wszystkie flary koloru białego i wtedy  zacząłem wystrzeliwać czerwone w kierunku wroga który znajdował się w Skarszewach. Piloci Stukasów odebrali wiadomość, ale zamiast zrzucić bomby na Skarszewo po prostu odlecieli. To cud że przeżyliśmy. Jeden spadochroniarz zginął, a wielu było rannych. Wkrótce Skarszewo byłoby w naszych rękach i zadanie byłoby wykonane. Niestety los chciał inaczej. Nie miałem ze sobą żołnierzy piechoty którzy ukryli się w lesie.

Do Laskowic po zaopatrzenie
W Belnie w celu wsparcia pozostawiłem trzy działa pancerne, w tym działo sierżanta K. którego silnik został naprawiony. Z resztą naszych dział pojechaliśmy do Laskowic w celu zaopatrzenia się w amunicję, paliwo oraz na długo oczekiwany posiłek i sen. W Laskowicach leżały stosy listów z poczty polowej oraz korespondencji dla żołnierzy z ich domów. Byliśmy pewni, że to wszystko wpadnie w ręce Rosjan."

Cel: odbić Lniano
5 lutego jednostka Regenitera wspólnie z  siedmioma działami szturmowymi z 227 Dywizji Piechoty i czterdziestoma spadochroniarzami prowadzi kontratak w rejonie miejscowości Lniano:

„Poruszaliśmy się po mocno pofałdowanym terenie w kierunku Lniana. W pewnym momencie za sosnowym lasem zobaczyłem płonące niemieckie działo szturmowe i dwa rosyjskie czołgi które ukryły się za zabudowaniami. Wykorzystując nierówności terenu chcieliśmy podjechać jak najbliżej wsi. Lniano było około 1 kilometra przed nami. Dzięki wielkiemu szczęściu, w tym ataku udało mi się zniszczyć ciężki czołg Józef Stalin 122 mm i działo samobieżne SU-85, które ukryły się między budynkami. Z uwagi na nasze okrojone siły nie mogliśmy uderzyć na Lniano frontalnie. Pojechaliśmy na prawo od drogi prowadzącej do wsi i wjechaliśmy do małego wąwozu który prowadził do zabudowań. W  tym momencie zobaczyłem rosyjskie czołgi, które znalazły się na naszych tyłach i również jechały w stronę Lniana.

Mistrzowski strzał
Przygotowałem się do strzału w czołg na czele kolumny, aby zatrzymać pozostałe, ale w pewnym momencie  zniknął za niewielkim wzniesieniem. Ledwie widoczna była jedynie wieżyczka. Postanowiłem zaryzykować. Rozkazałem sierżantowi Strohbachowi wycelowanie we wzniesienie tuż pod wieże czołgu. Wystrzelony pocisk z naszego działa parabolą przeleciał przez wzniesienie, zniknął nam z pola widzenia i wtedy zobaczyliśmy wybuch. T-34/85 eksplodował! Pozostałe czołgi wroga wycofały się.

Wkroczyliśmy do Lniana z prawej strony. Spotkaliśmy tam niemieckiego cywila, który opisał nam co się wydarzyło gdy wkroczyli tam Rosjanie. Pełen żalu i rozpaczy powiedział nam, że jego żona i córka zostały zgwałcone przez Rosjan, a on musiał na to wszystko patrzeć. Według relacji tego cywila inna kobieta która miała kilka ran postrzałowych pomimo, że była ciężko ranna została zgwałcona przez ośmiu rosyjskich żołnierzy. Powinniśmy z tych relacji sporządzić odpowiedni raport i wysłać go do dowództwa, ale nie mieliśmy wtedy na to czasu.

Tego dnia w rejonie Lniana zniszczyliśmy łącznie trzy Su-85, jeden czołg JS 122mm i dwa T-34/85. Zdobyliśmy jedno działo przeciwpancerne 76 mm i ciężarówkę. Zniszczyliśmy jeszcze 3 działa przeciwpancerne. W tej walce nie mieliśmy strat.”

Odznaczenia w Osiu
6 lutego Regeniter ze swoją załogą stacjonował w miejscowości Osie, gdzie jego żołnierze zostali odznaczeni Krzyżami Żelaznymi za ostatnie walki. W tym dniu na lufie działa szturmowego którego był dowódcą znajdowało się 18 białych pierścieni, z których każdy oznaczał zniszczony pojazd pancerny wroga. Przez następne dwa dni jednostka Regenitera stacjonowała w Tleniu, będąc w stanie gotowości bojowej.  W nocy z 9 na 10 lutego załogi dział szturmowych zajęły stanowiska bojowe w lesie, w pobliżu wsi Sławno, na skraju Borów Tucholskich. W tym czasie Armia Czerwona rozpoczęła Operację Pomorską - zmasowane uderzenie sił pancernych, lotnictwa i piechoty w kierunku północnym. Celem tej operacji była likwidacja wojsk niemieckich znajdujących się na Pomorzu i Pomorzu Zachodnim.

Działo rozbite, porucznik ranny
Tego dnia tj. 10 lutego, Alfred Regeniter będąc w rejonie wsi Sławno otrzymał rozkaz zatrzymania natarcia wojsk radzieckich nacierających w ich kierunku. Razem z siedmioma innymi działami szturmowymi ruszył przez las naprzeciw jednostkom wroga. Gdy działo Regenitera znajdowało się około 400 metrów od Sławna, na polanie przy lesie zostało wtedy trafione radzieckim pociskiem przeciwpancernym. W wyniku eksplozji działo szturmowe zostało zniszczone, śmierć ponieśli ładowniczy i kierowca.

Porucznik Regeniter został ciężko ranny w lewą nogę, która została w wielu  miejscach złamana. Celowniczy który również przeżył wybuch pomógł rannemu dowódcy wyjść ze zniszczonej maszyny i odciągnął go w bezpieczne miejsce do lasu. Następnie przy użyciu innego działa szturmowego rannego porucznika przetransportowano do dowództwa batalionu gdzie został zoperowany. Lekarze zastanawiali się nad tym czy zdołają uratować ranną nogę, czy może od razu powinni ją amputować.

Wniosek o najwyższe odznaczenie wojskowe
Tego samego dnia dowódca Regenitera, w uznaniu jego zasług w walce z Rosjanami, głównie na ziemi świeckiej, wystąpił z wnioskiem o nadanie mu Krzyża Rycerskiego. Było to najwyższe odznaczenie wojskowe z okresu III Rzeszy. Przez cały okres II Wojny Światowej dowództwo niemieckie odznaczyło tym orderem jedynie 7318 żołnierzy, co przy zaangażowaniu milionów Niemców podkreśla rangę tego odznaczenia. 11 lutego Alfred Regeniter zostaje przewieziony do Kościerzyny, a następnie w pośpiechu przed nacierającymi Rosjanami ostatnim pociągiem wyjeżdża na zachód gdzie do końca wojny będzie hospitalizowany.

Po 50 latach wraca do Lniana
Po wojnie Alfred Regeniter kończy studia medyczne i zostaje ortopedą. W 1988 roku w wyniku ran odniesionych pod Lnianem jego lewa noga musi zostać amputowana. W 1996 roku Regeniter przyjechał do Polski w poszukiwaniu grobu członków swojej załogi. W Lnianie spotkał dwóch starszych mężczyzn, którzy opowiedzieli, że w 1945 roku gdy byli młodymi chłopcami wyciągnęli zwłoki żołnierzy ze spalonego działa szturmowego i je pochowali. Miejsce pochówku oznaczyli krzyżem. W ten sposób po ponad 50 latach Regeniter odnalazł swoich towarzyszy broni, a  historia zatoczyła koło.
DAWID JANUS

(Przy tworzeniu tego artykułu korzystałem z książki "Knight Gunner" której autorem jest Alfred Regeniter).
Śródtytuły dodane przez redakcję.
 

Działa szturmowe z definicji nazywane są działami samobieżnymi lub pancernymi (niemieckie działa szturmowe  w wojskowej strukturze traktowane były jako artyleria, a nie wojska pancerne). Są to gąsienicowe pojazdy pancerne, które przypominają wyglądem czołg, z tą różnicą, że nie posiadają wieżyczki. Działa pancerne Sturmgeschütz III (w skrócie StuG III) w czasie II Wojny Światowej odegrały ważną rolę. Z uwagi na niską sylwetkę wynikającą z braku wieży oraz działo dużego kalibru stanowiły groźną broń jako wsparcie piechoty lub w walce z wrogimi jednostkami  pancernymi. 

(K.N)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© swiecie24.pl | Prawa zastrzeżone